amongthesleeptitile

Among the Sleep – recenzja i poradnik

Among the Sleep to trochę skomplikowana gra, dlatego wymagane jest zapoznanie się z poradnikiem jak przejść grę. Poradnik do gry został dołączony do tej recenzji

Among the Sleep, czyli mroczna i surrealistyczna gra przygodowa opowiadająca o losach małego dziecka, które pewnej nocy zostaje obudzone przez tajemnicze dźwięki. Dziecięca ciekawość daje o sobie znać, więc dzieciak rusza sprawdzić co wydaje te odgłosy, a towarzyszy mu nie kto inny jak pluszowy miś.
Trzeba przyznać że Among the Sleep i jego motyw przewodni zasługują na wielkie brawa. Wszystko tu jest niezwykle świeże i ma swoją moc przyciągania do ekranu monitora. Chyba w żadnej innej grze nie będziemy mieli okazji wcielić się w dwulatka i patrzeć na świat z jego perspektywy. Widoki są tu z perspektywy pierwszej osoby w dodatku tak sugestywne, że każdy gracz nawet na chwilę nie zwątpi i nie stwierdzi, że nie jest to dobry pomysł. Oczywiście przydałoby się przy tym wszystkim nieco podrasować grafikę, aby był bardziej realistyczna. Tak samo w przypadku modelu poruszania się, który też pozostawia wiele do życzenia, jednak całość potrafi zaintrygować, a my mamy okazję poczuć się i przypomnieć sobie choć odrobinę jak to było być takim maluchem.

Spolszczenie do gry Among the Sleep jest dostępne i wystarczy je pobrać, a później zobaczyć na wiki jak je wkleić do odpowiedniego folderu.

Na początku gry zjemy sobie kawałek smacznego tortu.
Na początku gry zjemy sobie kawałek smacznego tortu.

Among the Sleep to początkowo słodkie i sielankowe życie dziecka, a dokładnie dzień naszych urodzin. Mieszkamy chyba tylko z mamą, bo to ona pojawia się w rozgrywce. Tak więc, ukochana mamcia karmi nas pysznym torcikiem domowej roboty. Wszędzie widzimy prezenty, a zwłaszcza jeden od kogoś z kim przed chwilą bardzo głośno rozmawiała nasza rodzicielka. Ów najważniejszy prezent to pluszowy misiaczek śliczny bo brązowy, wełniany i ze szklanymi oczkami. Taki klasyczny pluszak którego miał chyba każdy. Przerazić może fakt, że gdy tylko mamcia wychodzi z pokoju, miś zaczyna się ruszać i do nas mówić, ale szybko okazuje się, że jest on odtąd naszym najlepszym przyjacielem na dobre i na złe. Podczas rozgrywki jego pomoc będzie nieoceniona, również jako przewodnik i towarzysz podczas strasznych nocnych godzin.
Właśnie nocną porą zaczniemy naszą właściwą rozgrywkę, która okaże się jednym wielkim koszmarem. Budzimy się w ciemnym pokoiku. Okazuje się że nasza kołyska jest wywrócona i w dodatku nigdzie nie ma misia, ani co najważniejsze mamy. Słyszymy tylko jakieś odgłosy na dole i głośno pracującą pralkę. Dobra pora na robienie prania przy śpiącym dziecku… Nie podoba nam się ta samotność, więc trzeba ruszyć w przygodę po domu i odnaleźć ukochaną mamę i przyjacielskiego pluszaka. Ten drugi odnajduje się dość szybko, ale gdy spróbujemy dotrzeć do mamusi, okaże się to niezwykle trudnym zadaniem i to właśnie będzie naszym głównym celem w Among the Sleep.Podczas rozgrywki da się zauważyć jej nierówny poziom. Ogólnie rzecz biorąc jest to bardzo prosta przygodówka, która polega na zwiedzaniu kolejnych, niezbyt dużych lokacji oraz zmaganiu się z kilkoma łamigłówkami i zadaniami logicznymi. Są one oczywiście dopasowane do „naszego” poziomu i pisząc naszego mam tu na myśli poziom dwulatka.

Narracja w Among the Sleep jest dość dziwna i nietypowa gdyż nie wprowadzono nas w świat w którym spędzimy następne kilka godzin. Co jakiś czas tylko dostajemy komunikaty, mniej lub bardziej widoczne lecz wciąż niejasne, są to np. coś sugerujące obrazki itp. Możemy więc tu liczyć tylko na siebie i próbując to wszystko złożyć do kupy wyjaśnimy sami sobie z czym my właściwie mamy tu do czynienia. Nie zawsze nasze zgaduj zgadula zakończy się dobrze i na pewno dla wielu z was finał tej przygody będzie niezwykle zaskakujący. Akcja została świetnie rozegrana, z każdym momentem, zbliżając się do zakończenia zaczynamy coraz więcej rozumieć, a finał jest swojego rodzaju olśnieniem. Wszystkie przesłanki, poszlaki i elementy tej układanki nagle mają sens i tworzą spójną całość. Among the Sleep zaskakuje mocą przedstawionego finału i sprawia, że naprawdę warto spędzić te dwie godziny na byciu dzieciakiem i zobaczyć z jakimi problemami zmaga się dzieciątko żyjące w cieniu kłopotów swoich rodziców.

Jak na grę przygodową Among the Sleep nie ma dużych wymagań sprzętowych, przez co nawet na starszych jednostkach pójdzie nam gra w dość dobrych detalach.

Dzięki widokowi z pierwszej osoby, możemy znów poczuć się jak dziecko.
Dzięki widokowi z pierwszej osoby, możemy znów poczuć się jak dziecko.

Początek rozgrywki jest naprawdę ciekawy. Już samo raczkowanie sprawi nam wiele radości, a chwiejne i drobniutkie kroczki wywołają uśmiech na twarzy. Wszędzie zobaczymy grę cieni i znajome odgłosy domu. Wszystko wprawia nas w całkiem niezły klimat, to trzeba przyznać. Potem dzieje się coś nieoczekiwanego, bo trafiamy niczym Alicja z krainy czarów, do zupełnie innej krainy. Tyle że nie jest ona kolorowa i zaczarowana, bo jest to świat koszmarów sennych. Są to oczywiście koszmary dziecka dwuletniego. Nie widział on w swoim życiu jeszcze za wiele poza domem, lasem na wycieczce i placem zabaw na którym bawi się podczas spacerów. Tak więc, jego wyobraźnia nie jest jeszcze na tyle bogata by stworzyć bardzo realistyczny i przerażający koszmar. Jednak widać, że chłopiec się „stara”, bo kraina nie wygląda na przyjazną dziecku. Lokacje są dość ciekawie zaprojektowane i wciąż będziemy odczuwać mroczny klimat. Jednak kończy się praktycznie tylko na wyglądzie, bo przez te kilka godzin będziemy tylko niezdarnie łazić i oglądać to wszystko. Podczas wędrówki musimy odnajdywać wspomnienia związane z mamą. Są one swojego rodzaju kluczem, który wybudzi nas ze złego snu. Większość rozgrywki jest nudnawa, bo nic się po prostu nie dzieje, jednak gdy już dotrzemy mniej więcej do ostatnich trzydziestu minut gry, charakter rozgrywki zaczyna się nieco zmieniać. Na naszej drodze pojawia się potwór, a wraz z tą przerażającą postacią pojawiają się elementy wyjęte wprost z horrorów.

Among the Sleep to przede wszystkim fajny dźwięk i obraz. Te dwa elementy zgrywają się ze sobą i doskonale wiedzą jak przestraszyć gracza, szczególnie pod koniec rozgrywki. Zjawa pojawia się w emocjonujących momentach i przyprawia o dreszczyk na plecach i małą dawkę adrenaliny. Widzimy ją nie tylko w kulminacyjnych punktach akcji, ale również w losowo wybranych lokalizacjach ciągle będziemy widzieć jej cień, więc nigdy nie możemy poczuć się bezpieczni. Każdy podskoczy kilka razy na krześle i jego serducho zabije mocniej, więc gra w kwestii horroru sprawdziła się świetnie. Najgorszy jest fakt, że to wszystko dzieje się w umyśle tak małego dziecka! Jak taki słodki dzieciak, pełzający sobie po podłodze może mieć aż tak straszne sny? Jest to fakt naprawdę zwalający z nóg i pokazuje jak wielki wpływ na dzieciaczki mają czyny ich rodziców.

Przygoda z Among the Sleep trwa około dwóch godzin i może zdziwić fakt, że jest to trochę za dużo. Nie byłoby tak, gdyby nie przeciągający się moment eksploracji domu podczas którego nie dzieje się dosłownie nic. Rozgrywka jest zdecydowanie jednorazowa, jednak każdy powinien spróbować tej niezwykłej przygody i zasmakować życia dwulatka. Jest to naprawdę ciekawy i nieszablonowy pomysł, którego raczej nie znajdziemy w innych grach. Całość jest naprawdę klimatyczna, a szczególnie początek i zakończenie rozgrywki, Finał zdecydowanie chwyci nas za serce, a elementy horroru potrafią przyprawić o zawał serca. Godna polecania krótka gra dla wszystkich fanów horroru i niecodziennych rozwiązań.

Nasze drugie urodziny !
Nasze drugie urodziny !

Gra oferuje nam nietuzinkową fabułę, przez co zakończenie gry staję się jeszcze bardziej zaskakujące i nieprzewidziane.

Read More

disney1

Disney Infinity – recenzja gry nie tylko dla dzieci

Czym jest Disney Infinity? Jeśli myślicie, że to zwykła gra dla dzieciaków to się grubo mylicie, bo to z pewnością coś więcej niż tylko gra.
A jeśli lubisz bardziej popularne gry to pobierz The Sims 4.

Jest to produkt w którym przenikają się wszelkie światy stworzone przez wytwórnie przez ostatnie lata. Sami producenci zapewniają, że tu wszystko jest możliwe, jednak oczywiście za pewną opłatą. Za pierwsze kilkaset złotych dostajemy zestaw na start w którym znajdziemy pierwsze trzy światy. Są to krainy znane z Iniemamocnych, Piratów z Karaibów i Uniwersytetu potwornego. Dodatkiem, który sprawi wiele radości najmłodszym są figurki czyli Pan Iniemamocny, kapitan Jack Sparrow i oczywiście potwór Sully. Dodatkowo dostajemy czytnik na figurki i trochę papierów. Nie najgorzej co? Jednak żeby mieć dostęp do kolejnych światów (następne w kolejce są auta i jeździec znikąd) musimy się zaopatrzyć w kolejną część układanki i kolejne figurki, co niesie ze sobą kolejne wydatki w wysokości kolejnej setki złotych. Każda kolejna postać kosztuje kilkadziesiąt złotych, ale można wybrać trójpak, który nieco bardziej nam się opłaci. Potem trzeba zaopatrzyć się również w dyski mocy, ale to już niewielki wydatek. Gdy już będziemy w posiadaniu wszystkich światów, zaczyna się tak naprawdę cała zabawa i mamy pełny wgląd w Infinity. Jednak nie każdy rodzic zgodzi się na tak drogi interes, bo trzeba przyznać że Disney zaopatrzył się za pomocą gry w maszynkę do robienia pieniędzy.

Disney Infinity daje możliwość granie spider-manem
Disney Infinity daje możliwość granie spider-manem

Dodajmy, że same figurki są prześliczne, dobrze wykonane i jest to produkt typowo kolekcjonerski. Nie jest to tandeta produkowana masowo na taśmie. Producenci trochę by się ośmieszyli gdyby dodawali do tak drogich zestawów tandetne, brzydkie zabawki.
Początkowo zabawa z Infinity zaczyna się od biegania po ekranie Myszki Miki, a nawet Chudego z Toy Story. Animacja trwa kilka minut i wszystko jest po prostu przepiękne. Naprawdę jesteśmy w stanie uwierzyć, że trafiliśmy do magicznego świata i że faktycznie wszystko tu jest możliwe. Jednak po tych paru chwilach zaczyna się właściwa rozgrywka, a nas w twarz uderzy szara rzeczywistość i już przestaje być tak kolorowo.

Dość szybko okazuje się, że pierwsze światy do których trafimy czyli Metroville, Karaiby i kampus Uniwersytetu Potwornego są ze sobą niezwykle połączone i mało co je dzieli. Nie ma tu może fabuły która łączyłaby to wszystko do kupy, a samo to słowo jest lekkim nadużyciem w stosunku do tego co spotykamy w rozgrywce.

Gra Disney Infinity dostępna jest na konsole ps3 i xbox, a także na PC, oznacza to, że można ją pobrać z chomikuj.

Nie zabraknie pojedynków z potworami, przykładowo stoczymy walkę z goblinem
Nie zabraknie pojedynków z potworami, przykładowo stoczymy walkę z goblinem

Oczywiście zły rudzielec Syndrom stara się sterroryzować miasto i jego obywateli, Davy Jones stara się zdobyć skarb za wszelką cenę, a na Uniwerku trwają tygodnie strachów i studenci walczą z Biotechniką. Gracz znajduje się pośrodku tego całego zamieszania i czekają na niego najróżniejsze misje oraz większe czy mniejsze zadania. Niektóre z nich są nam zlecane od napotykanych na ulicach postaci. Wielu bohaterów nie zostało dubbingowanych co odbiera im uroku, a to będzie przykre szczególnie dla dzieciaków, bo przecież jest to produkt skierowany głównie dla nich. Nie ważne że okolice są piękne i kolorowe, wszystko stworzono z niezwykłym rozmachem, ale zadania z którymi się spotykamy są chyba najgorszym elementem Infinity.
Wszystkie misje są co prawda zróżnicowane, bo wykonujemy najróżniejsze rzeczy przykładowo ratujemy miasto przed najazdem robotów, zdarza się nam gasić płonące budynki, musimy odszukać elementy skarbów na wielkim błękitnym oceanie, ścigamy najróżniejsze reklamy i banery z budynków. a nawet rozrzucamy papier toaletowy na drzewa. Zadanka są naprawdę ciekawe, ale po jakimś czasie już nudzi nam się ta bieganina i zabawa w sprzątaczkę, dozorcę i ratownika jednocześnie. Szczególnie starszych graczy dopadnie w pewnym momencie rutyna, bo Ci młodsi nie są aż tak wymagającymi klientami. Na znudzenie potrzebna jest około godzina, a wykonanie wszystkich zadań w jednym świecie zajmuje około pięciu godzin. Więc kręcenia się jest całkiem sporo, a zabawy na kilka dni. Rozgrywkę można sobie urozmaicić poprzez grę we dwójkę, jednak to się wiąże z kolejnymi wydatkami. Aby zagrać w multiplayerze potrzebne są kolejne figurki z tego samego świata. Rodzeństwo może mieć problem, a rodzice tak czy siak muszą liczyć się z kolejnymi wydatkami. Trzeba zaznaczyć, że każda z postaci musi i może poruszać się tylko po swoim świecie. Tak więc Iniemamocny nie może pomóc Sullyemu w zadaniach i oboje nie poznają smaku przygody na wodach oceanów, a szkoda. Byłoby to naprawdę fajne urozmaicenie, a zobaczenie któregoś z potworków na statku Sparrowa mogłoby być zabawne, a zapewniano nas o wielu możliwościach zabawy i o braku ograniczeń, a te niestety istnieją i jest ich całkiem sporo. Szczególnie jeśli spojrzymy na całość z perspektywy pieniędzy, bo na więcej zabawy trzeba mieć więcej pieniążków.

Disney Infinity jest tak popularna, że są nawet dostępne figurki z postaciami z gry.

Tam gdzie jest Spider-Man zawsze będzie jego cień - czyli Venon
Tam gdzie jest Spider-Man zawsze będzie jego cień – czyli Venon

Po całym świecie w Inifinity rozsiane jest dużo skrzynek, jednak aby odblokować większość z nich potrzebujemy kolejnych figurek. Wytwórnia dobrze wie jak zachęcić nas do pełnego pakietu jaki proponuje rozgrywka, bo bez niego praktycznie mało co można zrobić i zabawy jest zdecydowanie mniej. Jednak trzeba przyznać, że kolejne figurki wprowadzają do rozgrywki niewiele elementów, bo przykładowo gdy zakupimy któregoś bohatera ze świata Iniemamocnych jak Syndroma, to nie zmienia to kompletnie nic, a my zaczynamy mieć poczucie absurdu. Bo nieco dziwne jest gdy bohater charakteryzujący się swoim złym obliczem zaczyna ratować miasto… przed własnymi wynalazkami, czyli przed samym sobą. Może się nawrócił? Nie. Po prostu nie zostały stworzone zadania specjalnie z myślą o nim, więc wykonuje te przeznaczone np. dla pana Iniemamocnego. Skoro już kupiliśmy Syndroma, to chcemy się nim zabawić, a zostaje nam wykonywanie zadań, które już mieliśmy w pakiecie. Nuda.
Podczas rozgrywki gra nieustannie przypomina nam czego nam jeszcze do kolekcji brakuje, co można urozmaicić i o co poprosić rodziców, bo te elementy są niezbędne. Cały Disney. Przyciąga dzieciaki i mami takimi głupotami. Zamiast dać nam wszystko w jednej grze i nieco drożej to bawi się w kompletowanie sprzętu. Młodzi gracze już od dawna są przyciągani i manipulowani syndromem kolekcjonerskim na zasadzie pokemonów, czyli złap je wszystkie. Szkoda, bo zamiast dać klientom coś co przyniesie im radość, dostajemy falę rozczarowań i poczucie że kupiliśmy produkt, a mamy tak naprawdę niewielka jego namiastkę.
Disney Infinity nie jest grą dobrą. Jedyne co ze sobą niesie to frustracje z powodu kolejnych zablokowanych elementów które spotykamy praktycznie na każdym kroku. Wszystkie światy, które są już w pełni otwarte gwarantują świetną rozrywkę jak bitwy na morzu prowadzone przez Jacka. Jednak większość zadań wiąże się z nudą i monotonią, a za to z pewnością nikt nie chce zapłacić tak grubych pieniędzy. Może budzi się tu w nas syndrom typowego polaka- chcemy mieć wszystko za niewielką cenę, ale nie oszukujmy się, na tym to polega prawda? Kupujemy grę i mamy pewność że tam znajdziemy wszystkie jej elementy, a ewentualne dopłaty wiążą się z odblokowaniem przykładowo kolejnej broni, a nie całego nowego świata!

Podczas rozgrywki w Disney Infinity możemy robić naprawdę wiele, jednak pomimo ciekawych lokalizacji i dużej ilości zadań ciągle będzie prześladować nas myśl, że to wszystko zostało stworzone z myślą o zdarciu z nas kolejnych pieniędzy, a nie dla naszej rozgrywki.

To jest największą wadą i faktem który odstraszy wielu graczy, a przede wszystkim rodziców, którzy nie mają ochoty obdarowywać swoich pociech niepełnym produktem, który trzeba będzie wciąż uzupełniać i uzupełniać i tak w nieskończoność. Podsumowując tą recenzję, gra Disney Infinity to wspaniała zabawa i rozrywka dla całej rodziny.

Read More

Podoba mi się menu gry w Car Mechanic Simulator 2014

Car Mechanic Simulator 2014 recenzja i wymagania

Car Mechanic Simulator to już kolejny dostępny na rynku jeden z symulatorów, które są ostatnimi czasy niezwykle modne, a oto jego recenzja. Jak na symulator gra oczywiście ma niskie wymagania sprzętowe.

Skoro było już praktycznie wszystko jak symulator dentysty, chirurga i tak dalej to przyszedł czas na zabawę w Mechanika! Pomysł nie jest może specjalnie świeży czy niebanalny, ale zawsze to jakaś rozrywka i mamy co robić w oczekiwaniu na symulator kozy.

Car Mechanic Simulator ma kilka trybów, a głównym z nich, na którym opiera się całość rozgrywki jest tryb kariery podczas którego musimy wykonywać dane zadania według jakiś tam scenariuszy. Możemy także wybrać rozgrywkę, gdzie możemy robić co nam się żywnie podoba, jednak musimy ja uprzednio odblokować. Wszystkich misji jest około 70, więc całość zajmie nieco więcej czasu niż się wszyscy spodziewali. Niby jest tego dużo, ale w praktyce okazuje się zupełnie co innego. Samochody które obsługujemy zjawiają się jeden po drugim, więc nie ma czasu na odpoczynek. Każde auto ma inną wadę, bo czasami chodzi o wymianę jakiejś części, a innym razem samodzielnie musimy zlokalizować usterkę poprzez grzebanie przy aucie lub przy jeździe próbnej. Dostajemy wtedy jedynie informację, że samochód wydaje dziwne dźwięki i hałasuje, a dalej radzimy sobie sami. Po takiej informacji zaczynamy od ogólnych oględzin, a czasem przyjdzie nam rozebrać pół auta zanim znajdziemy przyczynę problemu. Oglądanie każdej części jest niezwykle męczące, szczególnie przy tak kiepsko dobranej kamerze i straszliwie zaprojektowanym interfejsem.

Pracować przy samochodach możemy w trzech trybach. Pierwszy to diagnostyka, drugi montowanie, a trzeci zdejmowanie. Trzeba wspomnieć, że przechodzenie z jednego do drugiego trybu nie jest automatyczne więc za każdym razem będziemy zmuszeni do wejścia do specjalnego menu i tam wybrania opcji, która w danym momencie nas interesuje. Pomysł jest średni, ale widocznie Mechanika gry nie radzi sobie z automatycznym rozpoznawaniem kiedy tryb powinien się zmienić. Przejdźmy teraz do tematu kamery. Jest ona naprawdę bardzo złym rozwiązaniem. Zamiast ułatwiać nam rozgrywkę, zdecydowanie ją utrudnia, szczególnie jeśli chcemy zobaczyć poszczególne części nieco bliżej. Za każdym razem może skoncentrować się jedynie na jednej części, więc każde zbliżenie, obrót, oddalenie musi się na czymś skupiać. Obrazu nie możemy przesuwać z większą dowolnością, nie wiedzieć czemu. Gracz będzie czuł frustrację, a przede wszystkim ogromną niewygodę.

Spolszczenie do Car Mechanic Simulator na razie nie istnieje – jednak istnieje crack, który jest do ściągnięcia z chomikuj i umożliwia wypróbowanie tej gry w angielskiej wersji językowej.

 

Do tej gry dostępnych jest wiele dodatkowych modów
Do tej gry dostępnych jest wiele dodatkowych modów

Kolejny problem to banalność rozgrywki, podczas której myślenie zostanie prawie całkowicie nam odebrane. Prawdziwy Mechanic raczej nie ma pokazane gdzie, która część powinna się znajdować, z kolei w Car Mechanic Simulator, auto składamy jak puzzle składające się z czterech elementów. Poziom trudności jest dość podobny. Jednak w tym przypadku puzzle są nieco bardziej trójwymiarowe. Zazwyczaj wyciągamy jakąś część poprzez odkręcenie śrubki, bierzemy coś co nas najbardziej interesuje, wymieniamy, dokręcamy i już. Większość zabawy właśnie na tym polega i to praktycznie przez całą rozgrywkę przyjdzie nam robić to samo. Początek jak to początek, jest całkiem zabawny, bo wszystko jest takie nowe i świeże, jednak z czasem te kilka śrubek i ciągłe wymiany zaczną nas męczyć i zaśniemy z nudy. W grze nie dodano żadnego elementu, który choć trochę urozmaiciłby nam te wieczne oględziny jednakowych części. Choć przecież na tym polega praca Mechanika, czyż nie? Trzeba również zaznaczyć, że poziom trudności w grze praktycznie nie istnieje, a każda naprawa jest praktycznie tak samo „trudna”. Z czasem będzie po prostu troszeczkę więcej klikania.

Gdy uda nam się już naprawić jakieś auto w Car Mechanic Simulator, nie dostaniemy żadnych punktów czy czegoś w tym rodzaju tylko zwykłe pieniądze, które możemy wydawać na podnoszenie naszych kwalifikacji i umiejętności. Niby jest taka opcja, ale najlepiej będzie ją po prostu pominąć, bo nie wnosi do rozgrywki absolutnie nic. Najzabawniejsze jest to, że tryb kariery a nawet ten zabawowy, nie pozwala nam na złą naprawę auta i przykładowo błędne jego poskładanie. Nigdy nie będziemy mogli oddać klientowi jego maszyny w złym stanie. Nawet jeśli będziemy próbować włożyć którąś część w złym miejscu, okaże się to niemożliwe. Szkoda, bo wracanie klientów ze skargą mogłoby choć trochę urozmaicić rozgrywkę. Brakuje tu także terminów. Na każdą ze zleconych nam napraw mamy nielimitowaną ilość godzin. Kolejne niedopatrzenie twórców, bo przecież składanie auta na czas, bo klient czeka byłoby naprawdę fajną alternatywą. Słaby jest także fakt, że często możemy mieć wielki problem ze znalezieniem jakiegoś elementu czy części zapasowych. Gra nie przychodzi wtedy z pomocą np. w postaci sklepu, gdzie moglibyśmy ją zwyczajnie zakupić. Więc musimy jej szukać, co przez kilkanaście minut bezowocnych poszukiwań potrafi nieźle sfrustrować i sprawić, że rzucimy grę w kąt ze zdenerwowania.

Czytając poradnik do Car Mechanic Simulator można przeczytać o modach do tej gry. Jest też dostępna wersja demo na platformę android, wystarczy wpisać w wyszukiwarkę download modów i ją znajdziecie.

Mamy możliwość sami zmieniać opony w nowych samochodach
Mamy możliwość sami zmieniać opony w nowych samochodach

Wielu graczy miało nadzieję na nieco większe poczucie humoru. Przydałoby się czasem odwalić jakiś zabawny numer i odmalować klientowi auto na jakieś tęczowe kolory. Jednak wszystko jest nudne i poważne, a czasami mamy wrażenie, że polakom naprawdę brakuje nieco luzu. Wiadomo Mechanika poważna rzecz, ale czy musi być taka w symulatorze? Właśnie drobny akcent humorystyczny i trochę kiepskich żartów podratowałyby całość i odciągnęłyby uwagę od tak licznych wad, które znajdziemy w Car Mechanic Simulator. Tak więc, zostajemy jedynie z licznymi brakami jak brak swobody, grywalność, urozmaicenie, humor, a wkrótce także brak naszego zainteresowania. Handlarz Mirek i Mechanic Andrzej mogli być zabawną ekipą z jajami, ale zapomniano o dodaniu jakiegokolwiek scenariusza, przez co nawet nazywanie tych postaci wydaje się być bezsensowne.

Car Mechanic Simulator to praktycznie same braki, ale jednego nie można mu odmówić, a mianowicie różnorodności i fajnego odwzorowania części samochodowych. Jest ich naprawdę sporo. Podwozie, silnik i wszystko inne zostało naprawdę świetnie zaprojektowane i całość tworzy rozbudowane konstrukcje. Znajdziemy tu wiele rzeczy, nawet podnośnik hydrauliczny, tor testowy, lejek do oleju i ścieżkę diagnostyczną. Mówiąc już o torze testowym, to twórcy mogli go sobie podarować, bo jedyne co robi to prezentuje naprawdę słabą fizykę gry. I niby jest fajnie, bo części jest sporo, ale twórcy kolejny raz odebrali nam swobodę i poszli na łatwiznę, bo lewarek podkłada się sam, karoserii również nie naprawimy, lamp zewnętrznych nawet nie możemy dotknąć, a często samochód niesamowicie hałasuje, a problem leży w zupełnie bezsensownej części.
Dziwny również jest fakt, że każdy samochód który zajedzie na nasze podwórze wygląda na wyciągnięty wprost z salonu i nie tyczy się to jedynie jego wyglądu zewnętrznego, ale także wewnętrznego. Brakuje tu trochę brudu, a przecież z nim wiąże się praca Mechanika. Całości zdecydowanie brakuje uroku i nieco więcej fantazji.

Pisząc recenzję odnosiłem wrażenie, że Car Mechanic Simulator jest  zwyczajnie słaby i wybrakowany to jednak ma swoje zalety  – na przykład niskie wymagania sprzętowe.

Read More

logo gta 5

Recenzja gameplaya Grand Theft Auto 5

Witam w części drugiej recenzji gameplay’a GTA V.

Kończąc wątek z poprzedniej recenzji, a propos mini gier w GTA V, możemy rozpocząć mini partię golfa z interfejsem, jak z prawdziwej gry sportowej, pograć w tenisa, pościgać się samochodami, zdobyć licencję pilota, polować na zwierzęta, szukać zaginionych skarbów, śledzić celebrytów, napadać na wozy opancerzone, skakać ze spadochronem, grać w rzutki, bawić się w klubie ze striptizem, kupować posiadłości i na nich zarabiać, grać na giełdzie, kolekcjonować klasyczne samochody i nimi jeździć, przyjmować kontrakty na zabójstwa… uff, dużo tego jest. A to tylko czubek góry lodowej, bo można naliczyć ponad trzydzieści czynności, którymi można się zająć poza główną fabułą.
W czasach, gdy gracze narzekają na ciągłe wycinanie treści i opłaty za DLC, należy zaznaczyć wyraźnie, że GTA V to jeden z najpełniejszych tytułów w historii gier wideo.

Nie ma to jak Carmageddon rowerem
Nie ma to jak Carmageddon rowerem

Oczywiście treść dodatkowa nie zainteresuje każdego. Część graczy z pewnością będzie wolała grać wypełniając bezpośrednie misje. Również oni nie powinni poczuć się zawiedzeni. Przechodząc od nitki do kłębka spędzimy w GTA V przynajmniej trzydzieści godzin. Historia, którą przekazuje nam Grand Theft Auto 5 nie jest wyjątkowa i wybitna, tylko opiera się na serii gangsterskich sztamp, która towarzyszyła całej serii GTA od początku. Co więcej, im bardziej zagłębiamy się w grę, tym większą świadomość mamy, że duża część tworzonych wątków nie rozwinie się w żadnym ciekawym kierunku, albo zostanie potraktowana po macoszemu, by później zostać zamiecioną pod dywan. Scenariusz gry jest bardzo posegmentowany i jest serią niepowiązanych ze sobą wątków, które przypominają cykl przypadkowych wydarzeń , niż spójną historię.
W przypadku większości gier, taki tytuł stał by już na straconej pozycji, jednak Grand Theft Auto 5 nadrabia i to z nawiązką niesamowitą energią płynącą z dialogów. Te są po prostu bardzo ciekawe.

....bo autobus się spóźnił. W GTA 5 nie ma spóźniania się!
….bo autobus się spóźnił. W GTA 5 nie ma spóźniania się!

Każda linijka tekstu, riposta, czy kwiecista obelga, to czysta poezja. Od bogatych opisów jak patroszył będzie swoje ofiary Trevor, po tragikomiczne teksty Michaela u terapeuty, przywodzące na myśl mieszankę rodziny Soprano i skruszonego gangstera – to pokazuje, że mamy do czynienia z bardzo dobrym poziomem prowadzenia postaci. I cóż, że miejscami fabuła nie ma większego sensu, gdy dzięki bohaterom śledzi się ją z zapartym tchem? Ciekawostką jest to, że obecna generacja konsol osiągnęła swój limit. Wszystko to wiedzą, lecz niechętnie o tym mówią, że dotarliśmy do granic wizualnego spektaklu obecnych konsol Sony i Microsoftu. GTA V nie wygląda więc na pierwszy rzut oka niż pięcioletnie GTA IV. Diabeł jednak tkwi w szczegółach i wystarczy poprzyglądać się grze kilka minut, aby dostrzec jej mocne strony. Bo żeby coś prezentowało się lepiej, nie musi być ładniejsze graficznie.
Rockstar więc poszło w różnorodność, skończyło z monotonią Liberty City i wzięło się za rzeźbienie nowego, tętniącego życiem miasta. Efekt robi wrażenie. Po pierwsze, Los Santos nie jest jak jego poprzednik szarym i anonimowym zadupiem. Nowa wyspa roi się od pomysłowych lokacji, której każdej poświęcono odpowiednią ilość czasu. Nie znajdziemy tu pustych i nudnych alejek, czy kilometrów nie potrzebnych lasów, które rozciągają sztucznie mapę gry. Na dodatek, jeśli wierzyć oficjalnemu poradnikowi, bo samemu nie udało mi się tego zliczyć, po ulicach możemy się poruszać ponad 250 rodzajami pojazdów. Samochodami, motocyklami, helikopterami, rowerami, samolotami i łodziami. Widocznym na pierwszy rzut oka kontrastem jest za to liczba przechodniów. Niezależnie od pory dnia, czy nocy, chodniki są pustawe, co sprawia, że tętniąca życiem metropolia czasami przypomina miasto duchów.

Graczy, którzy chcą ściągnąć GTA 5 z torrentów zawiedzie pewnie fakt, że na początku multiplayer będzie niedostępny.

Gdy patrzę jak ludzie grają w GTA 5, to zastanawiam sie, czy Ci ludzie żyją w San Andreas, czy w Rosji. Bo takie rzeczy widzi się raczej w Rosji.
Gdy patrzę jak ludzie grają w GTA 5, to zastanawiam sie, czy Ci ludzie żyją w San Andreas, czy w Rosji.
Bo takie rzeczy widzi się raczej w Rosji.

Skoro już była mowa o pojazdach, to model jazdy zmienił się względem GTA 4 nie do poznania.
Starsi gracze pamiętają pewnie, że do czasów GTA 3 seria posiadała nierealistyczny, arcadowy, system sterowania autami. Gdy delikatnie zmieniono go na realistyczny w czwartej części gry, część fanów zdenerwowała się na autorów gry. Wygląda na to, że w GTA 5 model jazdy stał się znowu arcadowy. Bardziej mi przypomina Burnout, niż symulację typu Grand Turismo. Pojazdy prowadzą się dużo łatwiej, bardzo łatwo też wyprowadza się je nawet z widowiskowych poślizgów. Ciekawy jest też kompletnie przebudowany system zniszczeń. Rozsypujące się auta z poprzednich odsłon w GTA V nie istnieją. Samochody w nowej części to niemal czołgi, które potrafią znieść większy łomot i nic im się nie dzieje. Jednak rysują się i wgniatają przy najmniejszej kolizji, a doprowadzenie ich do eksplozji sprawia dużą trudność. Podczas grania w Grand Theft Auto 5, tylko raz udało mi się tak skasować samochód, aby wybuchł – a moja gra trwała już kilkadziesiąt godzin. Czułym punktem są koła pojazdów, które dziurawią się, a nawet odpadają przy zderzeniach. Choć zdaję sobie sprawę, że jest to kwestia sporna, mnie zmiana modelu jazdy przypadła do gustu. Dużo fajniej gra mi się w grę, w której nie muszę cały czas walczyć z samochodem którym jadę.
Auto można dodatkowo modyfikować i tuningować w warsztatach, a dzięki mechanice przypisywania pojazdów do postaci, nasza ulubiona fura może nam towarzyszyć od pierwszej, aż do ostatniej misji.
O 180 stopni zmieniono również system strzelania, który po raz pierwszy, z całej serii GTA, nie jest bezużyteczny. Z okrągłego menu możemy wybrać spluwę. Ach, rodzajów splów jest kilkadziesiąt i można je modyfikować i personalizować na bardzo wiele sposobów. Najsłabsza opcja, czyli oddawanie strzałów, przestało być frustrującym obowiązkiem, a stało się dobrze wykonanym elementem gameplayu, który pozwala nie tylko na imponujące starcia dziesiątek oponentów z użyciem osłon, ale także na taktyczne planowanie ataków. Zmiany w systemie uzbrojenia zaliczam więc zdecydowanie na plus.

Wielu ludzi jest zdania, że GTA 5 do pobrania będzie dostępne po kilku dniach od oficjalnej premiery na PC.

Jest też niesamowita oprawa dźwiękowa i genialna praca aktorów dźwiękowych. Powracają radia i w GTA 5 jest ich ponad 15. Jak zwykle każde posiada swój własny styl, ekipę, djów, oraz śmieszne reklamy, z których słynie GTA. Radiostacje zawsze pełniły kluczową rolę i to mnie skłania do pomarudzenia na polską wersję językową GTA 5. Tłumaczenie GTA 5, mimo, że jest najlepszym przekładem w historii gier wideo, to niestety, Rockstar zapomniało o jednym niezwykle ważnym szczególe. Tłumaczenie radia. Połowa humoru płynącego z gry, to genialne reportaże radiowe, czy radiowe talk show, które z uwagi na brak napisów całkowicie umkną polskim graczom. Ponieważ gra nie oferuje dubbingu, ludzie nie znający angielskiego będą musieli się wsłuchiwać w anglojęzyczne żarty.
Więcej grzechów ze spolszczenia nie pamiętam. Wracając jednak do tematu audio, gra wprowadziło po raz pierwszy muzykę poza samochodami. Kluczowym elementom towarzyszą ciekawe ścieżki dźwiękowe, których nie pamiętam z żadnego wydania. Niesamowite wrażenie sprawiły na mnie też efekty dźwiękowe. Do tego, że warkot silnika odbija się od tuneli, zdążyliśmy się już wszyscy przyzwyczaić, terkoczące drewniane mosty, czy świszczenie bardzo blisko przejeżdżających aut, to jednak szczegóły, które robią na mnie gigantyczne wrażenie. Takich małych smaczków jest tu jeszcze wiele, można nawet usłyszeć zmienione kawałki w radiu, jeszcze z GTA 2. Ale nie tylko audio stoi na dobrym poziomie. Gra jest bardzo dopracowana, co widać na przykład po niknącym sygnale GPS, gdy wjeżdżamy do tunelu, czy możliwość przypadkowego podpalenia benzyny iskrą z rury wydechowej. To udowadnia, że nia mamy do czynienia ze skokiem na kasę, a faktycznie z dobrym przemyślanym produktem.
A to dopiero kropla w morzu tego co oferuje Grand Theft Auto 5. Niespotykane poczucie wolności będzie Wam towarzyszyć bardzo często podczas grania w tą grę. GTA 5 nie jest grą idealną. Ale ideały nie istnieją, więc przestańcie gadać, że gra jest do niczego i idźcie grać.

Bo GTA 5 jest dobrą grą i już, wystarczy zobaczyć pierwszy lepszy gameplay.

Read More

gta 5 wymagania logo

Gta 5 download na PC, czyli jakie wymagania będzie mieć gra

Bardzo wiele osób czeka, aż będzie mogło wpisać magiczne słowa GTA 5 Download, jednak mało kto zastanawia się jakie wymagania będzie miała piąta część słynnego cyklu Grand Theft Auto.

Nie widziałem jeszcze wersji na PC, ale postaram się zrecenzować wersję konsolową, która swoją premierę miała już jakiś czas temu.

Łączę się w bólu z kolegami po fachu, którzy podjęli się też recenzji nowej wersji Grand Theft Auto 5.
Jeżeli wystawią jej oni maksymalną notę, to gracze posądzą ich o zawyżanie ocen, sprzedajność, czy wystawianie maksymalnych ocen za markę.
Jeżeli wystawią tej grze cokolwiek innego, okaże się, że nie znają się na dobrych grach, szukają taniej sensacji, czy piszą, żeby tylko pisać. Bo prawda jest taka, że sami gracze zdecydowali czy warto kupić Grand Theft Auto 5 jeszcze przed premierą, czego dowodem są rekordowe wyniki sprzedaży tego tytułu.

Gta 5 jest jak zabawa resorakami w dzieciństwie. Tak samo jak The Sims 4 będzie zabawą w domek dla lalek.
Gta 5 jest jak zabawa resorakami w dzieciństwie. Tak samo jak The Sims 4 będzie zabawą w domek dla lalek.

W jeden tydzień nowa gra Rockstar sprzedała się w większej liczbie kopii i zarobiła więcej gotówki niż większość produktów konkurencji przez cały swój żywot.
Czy taka gra potrzebuję więc w ogóle recenzji? A jednak jestem tutaj i piszę, nie z chęci przekonania was do zagrania w GTA 5, a z czystej chęci opowiedzenia o tej grze więcej.
Przejdźmy do rzeczy. Premiera GTA 4 była jak skok na głęboką wodę. Gracze wzięli rozpęd, skoczyli i zachłysnęli się pięknem świata Liberty City. Przez parę tygodni pochwał dla GTA 4 nie było końca. Potem, przeszła początkowa ekscytacja graczy i zaczęły się pojawiać zawiedzione głosy. Bardzo wiele osób pobrało czwórkę z chomikuj.

Gta 5 na chomikuj jeszcze nie można znaleźć, ale pewnie już wkrótce będzie taka możliwość.

Czwórce brakowało rozmachu znanego ludziom z GTA San Andreas. Mapa była dużo mniejsza, gameplay został uproszczony, a same lokacje, choć pełne szczegółów – nudne i jednolite. Wielu z nas uważało, że przygody Nico i jego kuzyna Romana, były krokiem w tył.
Twórcy z Rockstar posłuchali się fanów i przy tworzeniu GTA 5 wzięli je sobie do serca, bo efektem ich prac jest naprawdę dobra gra. Świat gry jest rozległy i szczegółowy na niespotykaną dotąd skalę.
Po raz pierwszy uderza nas to w pierwszych godzinach gry, gdy okazuje się, że gigantyczne miasto w którym żyjemy jest tylko jedną setną całej mapy. Po raz drugi możemy się zdziwić, gdy wsiadając w samochód, staramy się przejechać mapę wzdłuż i obserwujemy ogrom pracy włożonej w tworzenie każdego centymetra kwadratowego lokacji. Po raz trzeci, doceniami ją gdy zasiądziemy za sterami samolotu i rzucimy okiem na wyspy z lotu ptaka. I gdy myślimy, że nic już nas nie zaskoczy, doznajemy szoku po raz czwarty, zanurzając się pod wodę w batyskafie i eksplorując drugie dno zaprojektowanych lokacji.

Gameplay GTA 5 to czysty odjazd

Czy ten pan zostanie zmiażdżony, przejechany, potrącony, a może samochód przez niego przejedzie jak duch? W GTA 5 glitche takie jak ten są na porządku dziennym.
Czy ten pan zostanie zmiażdżony, przejechany, potrącony, a może samochód przez niego przejedzie jak duch?
W GTA 5 glitche takie jak ten są na porządku dziennym.

I rzecz nie robija się nawet o sam rozmiar. Zdarzają się gry, które mają większe mapy, ba, zdarzają się nawet takie, które mają nieskończone. Jednak w GTA 5 chodzi przede wszystkim o bogatą zawartość.
W San Andreas, bo tak nazywa się miasto gry, nie ma obszarów niepotrzebnych. Wszystko czemuś służy, wszystko się z czymś wiąże. Po ulicach jeżdżą tramwaje z sensownie zaplanowaną trasą podróży, autostrady korkują się za dnia w godzinach rannych i popołudniowych, a w weekendy przez cały dzień. Gdy spojrzymy na ubiór ludzi w dni powszednie i w weekendy, to będzie on inny. Nocą autostrady służą gigantycznym tirom, które przewożą towary do miast. Na placach budowy krążą budowlańcy, a po lasach buszuje dzika zwierzyna.
Przechodnie zatrzymują się na chodnikach, żeby zrobić zdjęcie luksusowemu samochodowi, po niebie przelatują samoloty. San Andreas tętni życiem i fascynuje na każdym kroku. Po środku tego wszystkiego jesteśmy my – główni bohaterowie GTA 5. I wyjątkowo, nie kierujemy jednym, a trzema głównymi bohaterami.
Mamy przyjemność zagrać kierowcą Franklinem, który na codzień para się ściąganiem długów, emerytowanym gangsterem Michaelem, który próbuje zapomnieć o swojej krwawej przeszłości, oraz Trevorem, który jest prawdopodobnie jedynym człowiekem, który zaprosił by Cię na randkę, ukradł portfel, zjadł, a potem kupił kwiaty, żeby podziękować za miło spędzony wieczór.
Razem tworzą wybuchową mieszankę, która pozwoliła napisać scenarzystom historię, która do tej pory nie miała by racji bytu. Postaci mogą teraz angażować się w akcje, które są podobne do ich charakteru, a w wielu punktach, GTA 5 pozwoli nam na postawienie odpowiedniego człowieka w odpowiednim miejscu.
W nowym Grand Theft Auto powraca system postaci znany z San Andreas, dzięki czemu każdy z bohaterów ma swoje mocne i słabe strony. Aby dodatkowo zróżnicować bohaterów, posiadają oni również unikatowe zdolności pomagające im podczas zabawy. Te mimo ciekawego pomysłu, schodzą na dalszy plan.
Michael potrafi spowalniać czas, a’la bullet time z maxpayne, Trevor wpada w szał, zyskując tymczasową niewrażliwość na ataki. Jednak krótki czas trwania i długi czas regeneracji oznacza, że liczyć na te zdolnośći możemy tylko w sytuacjach podbramkowych.
W trakcie gry ma się wrażenie, że te rzeczy są potraktowane po macoszemu i bardzo mało się przydają w grze. Dysonans wprowadza tu zdecydowanie trzeci bohater Franklin, który mimo to, że nie ma żadnej umiejętności bojowej, to bardzo dobrze prowadzi samochody. Dzięki czemu może zmniejszyć swój czas reakcji aby lepiej manewrować pojazdami i wykonywać niemożliwe w innych sytuacjach ewolucje.
Nie muszę chyba wyjaśniać jak ważne staje się to w grze, którą centralną osią są pościgi samochodowe.

Spragnionym samochodowych rajdów graczom mogę powiedzieć, że Premiera GTA 5 na PC odbędzie się prawdopodobnie pod koniec tego roku.

Wracając do gameplayu, dużo ważniejszą rzeczą w GTA 5 jest możliwość zmiany w dowolnym czasie bohatera. Podczas, gdy my kierujemy jednym z gangsterów, pozostali przemierzają sami mapę i żyją własnym żyiem. Co więcej, większość zadań rozproszonych po mieście Los Santos i okolicach, jest dostępna tylko dla określonego bohatera. Co więcej, przeskakiwanie pomiędzy postaciami rozwiązuje niektóre problemy związane z ogromem mapy. Jeśli utkniemy z dala od cywilizacji, możemy po prostu przeskoczyć w ciało innego bohatera, który znajduje się bliżej celu. System ten ma jednak swoje ograniczenia. Zdarzają się sytuacje, podczas których opcja ta staje się niedostępna. Nie można z niej też korzystać podczas wykonywania misji i poczas pościgów.

Mam nadzieję, że nikt z pasażerów nie ma choroby lokomocyjnej... bo będą lekkie turbulencje. Tak, w samochodzie, nie w samolocie. W sumie, w GTA 5 nie ma większej różnicy między jednym a drugim...
Mam nadzieję, że nikt z pasażerów nie ma choroby lokomocyjnej… bo będą lekkie turbulencje.
Tak, w samochodzie, nie w samolocie. W sumie, w GTA 5 nie ma większej różnicy między jednym a drugim…

Namiętnie korzystają z niej nowe, stworzone z myślą o GTA V, rodzaje zadań nazywanych skokami. Napady na bank nie są oczywiście pomysłem nowym w serii GTA, ale ludzie z Rockstar wyciągnęli je na następny poziom. Mózgiem takiej operacji jest zazwyczaj komputerowy maniak Lester, który rozpoczyna akcję tworząc plan działania, rodem z filmów o gangsterach. Często możliwości ataku będzie kilka i to od nas będzie zależało w jaki sposób się zabierzemy do roboty. Będziemy również musieli zadecydować o przypisaniu bohaterów i najemników do odpowiednich zadań. Krokiem drugim jest wypełnianie mini zadań, podczas których obłowimy się w potrzebne pojazdy i akcesoria, potrzebne nam do zrealizowania planu.
Później następuje napad właściwy, rodem z filmów akcji. Podkładanie ładunków, terroryzowanie pracowników, opróżnianie sejfów i pełne rozmachu oskryptowane pościgi. To właśnie podczas skoków przełączanie się pomiędzy bohaterami okazuje się niezastapione. Nowe mechaniki umożliwiają nie tylko wzięcie udziału w akcji, ale też przeprowadzenie jej od początku do końca.
Największą wadą systemu napadów jest niestety ich duża schematyczność. Zawsze zaczynamy od planu i za każdym razem musimy spędzić kilkadziesiąt minut, kradnąć potrzebne nam samochody i spluwy.
Choć nagrodą są świetnie wyreżyserowane, wręcz filmowe akcje, to było by miło, gdyby przygotowania do nich odbywały się w sposób bardziej różnorodny. Różnorodności nie można jednak odmówić placowi zabaw, jakim jest mapa gry.
Los Santos to dobra lokacja dla graczy, którzy lubią wyciskać grę do sucha.
Po mapie są rozsypane dziesiątki zadań pobocznych, setki znajdziek do znalezienia i wiele mini gier, które jak na element opcjonalny, są bardzo dopracowane i widać, że włożono w nie bardzo dużo pracy.

W części drugiej (którą napiszę za kilka dni) podpowiem jaki sprzęt trzeba będzie mieć, aby uruchomić nową grę od Rockstar na full detalach.

Ludzie mówią, że jeden obraz jest wart tysiąca słów. Ten obraz jest kwintesencją GTA V - parkour bmxami po wieżowcach, kto nie zginie, ten wygrywa.
Ludzie mówią, że jeden obraz jest wart tysiąca słów.
Ten obraz jest kwintesencją GTA V – parkour bmxami po wieżowcach, kto nie zginie, ten wygrywa.

Gracze, którzy już napalają się na download GTA 5 na PC nie będą pewnie zdziwieni, że wymagania sprzętowe będą bardzo duże.

Read More

gameplay assasins creed liberation

Gameplay z Assasin’s Creed Liberation

Jeśli widzieliście już gameplay Assasin’s Creed Liberation, to wiecie, że fani asasynów nie mogą narzekać na brak gier dla siebie.

Ledwo co zobaczyliśmy napisy końcowe Assasin’s Creed Black Flag, a już pojawiło się DLC do tej gry – i to z gatunku takich, co nie wyglądają na niedopracowane.
Assasin’s Creed Freedom Cry zrobiło na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Przede wszystkim ze względu na spójny i wyraźnie zaznaczony motyw przewodni, czyli walkę z niewolnictwem, oraz osobę głównego bohatera, czarnoskórego Adewale. Adewale jest pierwszym oficerem statku Jackdaw i trakcie swojej służby na dalekich, egzotyczncznych wodach europy (egzotycznych jak dla kogoś, ,kto pochodzi z afryki), nabrał umiejętności asasynów.
Akcja gry dzieje się po 15 latach od wydarzeń z Assasin’s Creed 4, więc nasz bohater nie tylko dorobił się tytułu asasyna, ale też własnego statku. No i Adawale jest słabym kapitanem, bo w już w pierwszej scenie prowadzi swoją załogę na pewną śmierć i cudem sam ocealając życie. Postać ląduje bez grosza przy duszy na jednym z końców świata i być może dlatego, walutą w grze są… uwolnieni niewolnicy.
Serio.

Słyszałem, że można mieć wężą w kieszeni, ale to co się dzieje w Assasin's Creed Liberation to już przesada ;-)
Słyszałem, że można mieć wężą w kieszeni, ale to co się dzieje w Assasin’s Creed Liberation to już przesada ;-)

Nie będzie czegoś takiego jak Assasin’s Creed Liberation na PC.

Ubisoft stwierdził, że w tą grę mogą grać tylko posiadacze kieszonkowych konsolek, więc reszta graczy ściągnąć emulatory, aby zagrać w nowego AC.
A tak całkiem poważnie, nie powiem Wam z ręką na sercu czy to dobra gra, bo sam jej jeszcze nie skończyłem, ale póki co gra mi się bardzo przyjemnie. No bo jednak masakrowanie przeciwników takim karkiem jak Abewale, posługując się do tego maczetą i garłem, który zabija pięć osób jednocześnie ma swój urok.
Najwyraźniej jednak heroiczna walka jednego czarnoskórego asasyna na niewiele się zdała bo niewolnictwo dalej ma się całkiem dobrze kilkadziesiąt lat później, w kolejnym tytule z logo Assasin’s Creed – Liberation, które wyszło jakiś czas temu na Playstation Vita.
W trakcie gry poznajemy wyzwoloną francuską niewolnicę, która prowadzi całkiem godne życie pod opiekuńczym okiem swojego zamożnego ojca.
W grze mamy do dyspozycji dość niewielki obszar, obejmujący Nowy Orlean i bagienne tereny dookoła, oraz małą lokację w Meksyku. I z jednej strony szkoda, bo w porównaniu do ogromnych terenów z Assasin’s Creed 3, to wychodzi bardzo blado, ale oszczędzono nam chociaż bezcelowego biegania po kilometrach lasów i pierdół w stylu polowania. Świat gry jest zwarty i dość wygodnie jest się po nim poruszać.
Ogólnie, widać na każdym kroku ograniczenia rodem z Playstation Vita, ale dostajemy za to kilka mini gierek, które świetnie się sprawdzały na Vicie.
Tak naprawdę mamy tu jedną większą innowację, mianowicie bohater może zmieniać swoje ubranie, wcielając się w trzy różne osoby.
Ciuchy asasyna nadają się najlepiej do akrobacji i walki, ale strażnicy reagują na nie bardzo podejrzliwie.
Ubrania niewolnika pozwalają na dostanie się na plantacje i podobne miejsca, oraz na poruszanie się bezstresowo w mieście.
A ubrania oficjalne ułatwiają nawiązywanie pomocnych kontaktów – strażnicy reagują wtedy pozytywnie, dzięki czemu można bardzo łatwo się ich pozbywać.

Bohaterka naszej gry ma dwa duże atuty...
Bohaterka naszej gry ma dwa duże atuty…

I znów, pomysł jest świetny i sensowny, bo ubierając dane ciuchy mamy widoczny pasek rozgłosu, który należy trzymać tak nisko jak tylko się da, na przykład zrywając plakaty z listami gończymi, czy pozbywając się świadków.
Ten Assasin’s Creed spodoba się wszystkim fanom wcześniejszych serii, jednak gra nie będzie się podobała komuś, dla kogo te uniwersum jest nowe.

Przed zagraniem w grę, warto zobaczyć gameplay Assasin’s Creed Liberation na youtube

Dlaczego? Bo gra jest po prostu krótka i nie wnosi wiele do świata asasynów. Całą grę da się ukończyć w jeden albo dwa wieczory, wykonując wszystkie zadania poboczne po drodze.
Trzeba po prostu mieć na uwadze, że nie jest to pełny tytuł, tylko rodzaj bonusu dla fanów wcześniejszych części.  I Ubisoft zresztą też specjalnie tego nie kryje, bo wszystko w Assasin’s Creed Liberation mówi nam, że to wszystko to Assasin’s Creed dla ubogich. Zresztą widać to nawet po menu, które ma tylko kilka opcji tekstowych i nic ponadto.
Powiem Wam szczerze, że w Assasin’s Creed Liberation grało mi się o wiele przyjemniej niż w Assasin’s Creed 3.
Jasne, grafika jest słabsza, ale dostajemy dużo bardziej rozbudowane otoczenie do eksploracji, bardziej angażującą fabułę i w ogóle esencję tego o co chodzi w grach Assasin’s Creed.
A ja lubię te gry, lubię skakanie po dachach i zabijanie templariuszy, więc jestem chyba fanem tych gier.
A niektóre elementy wypadają nawet lepiej niż w Assasin’s Creed 3, bo mamy o wiele większy arsenał niż w trójce. Strzałki z trucizną sprawdzają się świetnie, pistoletu używa się wygodniej, a zamiast bezużytecznego sztyletu, czy topora nosimy wielki tasak.
Największą przewagę widać w ekonomii gry – nie tylko możemy rozwijać swoją działalność w Nowym Orleanie, pozbywając się swoich konkurentów i przejmując ich sklepy, ale też na przykład zbudować sobie flotę i bawić się w handlowca.
Możemy kupować rzeczy w jednym porcie i sprzedawać je drogo w innym, patrząc na rozpiskę czego dane miasto akurat potrzebuje. Jest to świetna sprawa i jeszcze lepiej wykonana. Chociaż z drugiej strony widać, że Assasin’s Creed Liberation nie jest maksymalnie dopracowane i dopieszczone.

Liberation to Assasin’s Creed dla ubogich

To, tak jak już wspominałem, wersja budżetowa. Już pomijając grafikę, która czasami wygląda dobrze, czy monotonną muzykę, ale ilość bugów, które napotkałem jest poniżej wszelkiej krytyki.
Przeskakiwanie na wylot przez platformy, wylatywanie poza mapę, chodzenie po wodzie i tak dalej.
Zresztą, nawet nie o same błędy chodzi, ale o zwykłe niedoróbki. Przykładowo, bo bagnach poruszamy się głównie łodzią.
I wyobraźcie sobie, że przez ten cały czas są jakieś problemy z wejściem do tej łódki, a mówimy tu o jednej z najczęstszych czynności w grze.
Nie będę tu wychwalał tej gry, bo większości grom po prostu ta do pięt nie dorasta.
Swoją drogą, nie wiem czy to nie jest dobra rzecz, że Ubisoft raz wydaje bardzo rozbudowaną grę, a raz taką bardzo okrojoną, w towarzystwie jakichś ciekawych mechanik czy rozwiązań.
Jeśli nie masz jeszcze dość przygód asasynów, to pobierz Assasin’s Creed Liberation, o ile nie będziesz miał wysokich wymagań do tej gry, lubacz najpierw gameplay teh gry, aby nie być później rozczarowanym.

Read More